Skuszony przez nadawany w woxy.com kawalek Top Drawer grupy ManMan wybraliśmy sie na gig do klubu
cargo (rivington st, shoreditch) klub sasiaduje z galeria BlackRatPress w ktorej to w zeszlym tygodniu odbyla sie wystawa francuskiego artysty Blek leRat tworzacego graffiti szablonowe nota bene dzialajace od ponad 20 lat, czesc prac widac w ogrodku klubu oraz przed wejsciem do klubu. Sam klub okej, sporo kanap i foteli, stanowisk stojacych w stylu dawnych polskich barow dworcowych oraz przyjemny ogrodek. Przed manmanem zagrali lokalni elektro-indie-pop-disco-punkysranky żygacze cyfrowymi dziwkami z maca, mozna by sie skusic o stwierdzenie ze kazdy moze. Humory wskoczyly, na sali cieplej. Na scene wyszli chopcy z filadelfi cali na biało, 'sie zaczło....' bierzemy dobry soczysty kawalek Toma Waitsa siekamy razem z Nickiem Cavem i dusimy na cyganskiej patelni Franka Zappy, w miedzyczasie wyglupiamy sie z maluchami na wystepie trupy cyrkowej Bregovica wychowanej na Led Zeppelin i Primus, po wystepie w akompaniamencie skocznej trabki mieszamy punkowy sos i dodajemy cymbały, dwa nieduze emaliowane garnki (prosze pamietac zeby byly emaliowane), harmonijke plastikowego szczurka, misia, indiański pióropusz i durszlak przez który wczesniej odcedzamy elektroniczne bakalie tak aby nie było zakwaśne, bo całość jest raczej odczynu kwaśnego. Przyprawianie ziołami według siebie juz, na tym wystepie potrawa byla bardzo aromatyczna. Koncert udany nos zapchany no i do domu wracamy, blues... chyba mam alergie na dym..
Linki o grupie i podobne koncerty z utube... to by bylo na tyle
http://www.anti.com/artists/view/52/Man_Manhttp://pl.youtube.com/watch?v=mxrOt0CO334






















